Obraz namalowany przy Sztuce Fugi Bacha

„Siedzisz, przeglądając się w białości blejtramu, nadziewasz listwy klinami, zaciągasz się zapachem płótna, moczysz pędzel w terpentynie, nasłuchujesz jak stuka o brzegi starej filiżanki, oglądasz mętne krople opadające w lustro cieczy, czujesz jak brzmią, jak rozrywają ciężkością jej otchłań, opadają na samo dno, by zaraz się podnieść i wzburzyć, by rozszarpać Cię po sam wierzch…

W głuchej ciszy dobiegają wolne uderzenia klawiszy, słyszysz w nich Bacha, Sztukę Fugi – a gdzieś obok toczy się życie.

Przez długie godziny zaszywasz się sam na sam wśród ścian pracowni, z mgłami Twojej głowy, z drżeniem rąk… i wyrzucasz, wyrzucasz wszystko, przez wiele dni, wiele nocy, aż nie wytrzymujesz, obrzmiewasz, pękasz, a razem z Tobą pęka wszystko wokół.

Wstajesz. Odchodzisz.

Wreszcie pojmujesz, że to Twa własna otchłań. Wracasz, używasz krwistego karmazynu i parafujesz. Odpowiedzi nigdy nie odkrywasz, ale jest pewne, wielu będzie jej w Tobie szukać.”

Tak opisałam ów obraz przed czterema laty, nigdy nie nadając mu jednego właściwego tytułu. Spłodzony przy ukochanej Sztuce Fugi Bacha, natchniony zamiłowaniem do dźwięku.

wym. 60×90, olej na płótnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.